Liczba wyświetleń

Szukaj na tym blogu

06 marca 2021

PODRÓZE KSZTAŁCĄ #21



KILKA GODZIN AUTEM PRZEZ PUSTYNIĘ NA PÓŁNOCNY WSCHÓD CZYLI DO NEWADY

Październik 2017

W drodze z Los Angeles do Las Vegas przez pustynię Mojave nad nami przelatują czasem drapieżne ptaki lub nisko z potężnym hałasem wojskowe myśliwce. Ta nazwa (Mojave) dotyczy też plemienia indiańskiego, które zamieszkiwało/zamieszkuje te tereny. Niedawno czytałem na temat Indian w Kanadzie. Tam nie było aż tak krwawych wojen z ludnością tubylczą. Poza tym od dość dawna w Kanadzie na określenie plemion indiańskich używa się pojęcia Pierwszy Naród (First Nation). Nawiasem mówiąc dwie doby spędziliśmy w Las Vegas na kwaterze zamówionej przez Airbnb u sympatycznej kobiety pochodzącej z plemienia Washoe. Na pustyni nie widzieliśmy osad ludzkich, ale dało się wypatrzeć z drogi bazy wojskowe armii USA.

Taka roślinność, w miejscach gdzie w ogóle jest, przeważa na tej pustyni.

Przeważnie wszystko to jest kolczaste i kłujące.

Las Vegas, stolica stanu Nevada/Newada. Przez dwa dni była to nasza baza wypadowa. Nie podejmuję się opisu tego miasta. Wiadomo jedynie, że tutaj jakby stara Europa i Egipt zagościły w postaci znanych turystycznych "znaków firmowych" takich jak Luwr czy Luksor. Czy to piękne? Rzecz gustu. W każdym razie turystów i graczy w kasynach nie brakuje. Przeważają Azjaci. Jazda w centrum i szukanie parkingu jest nie lada wyzwaniem. 


Wenecja...


Niektóre budynki robią wrażenie ogromem, kształtem i fakturą fasady.

Las Vegas to szalone, rozświetlone nocą miasto na środku pustyni, powstało z rozmachem i jakby na przekór zdrowemu rozsądkowi, to co nie miało szans na przetrwanie stało się centrum światowej rozrywki i hazardu. Jakby się dobrze upić i wieczorem połazić w centrum, to miałoby się wrażenie spaceru po Paryżu, Nowym Jorku czy Luksorze. 




O co tu chodzi?
Pomieszanie z poplątaniem, ale Amerykanie nie muszą latać za ocean żeby symbol Paryża zobaczyć.


Do nas jednak lepiej przemawiają kolorowe skały parku narodowego Red Rock Canyon bardzo blisko Las Vegas.



Z tym kolorem skał pozostaniemy na dłużej. Wybiegając w przyszłość czy to w Utah czy w Arizonie kolor ceglasto-pomarańczowy będzie nam towarzyszył na każdym kroku.

Niedaleko Las Vegas płynie rzeka Colorado/Kolorado, którą przegrodzono olbrzymią tamą (Hoover Dam) jeszcze przed I Wojną Światową na granicy pomiędzy Newadą a Arizoną. Stąd dostarcza się prąd właśnie do tych dwóch stanów. Całość robi wrażenie, chociaż teraz są już na świecie większe tamy i elektrownie.




Opuszczamy Newadę i pędzimy do Utah. Autostrada międzystanowa nr 15 wije się kanionem rzeki Dziewiczej (Virgin River). Nasz nissan versa pracował na wysokich obrotach żeby utrzymać zadaną tempomatem prędkość. Poza górami dozwolone jest 80 mil/godz. czyli jak na USA całkiem sporo.





Virgin River.

Marek Mars

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz